• Wpisów: 534
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis: 67 dni temu, 20:27
  • Licznik odwiedzin: 13 478 / 2865 dni
 
pajabier4444
 
Słyszałam niejednokrotnie o diagnostyce całego organizmu, czyli o biorezonansie, więc weszłam w Internet i zaczęłam czytać i szukać ośrodków, w których robiliby takie badania.
Pierwsze, co mi wyskoczyło w googlach, było centrum diagnostyki organizmu Revitum w Warszawie.
Oczywiście wszystko sobie poczytałam o tej metodzie, łącznie z opiniami, do których podeszłam wtedy (a był to rok 2014), bardzo sceptycznie, bo przecież każda taka firma będzie dążyła do tego, żeby określić siebie w samych superlatywach, ale nie miałam nic do stracenia, bo już i tak moje zdrowie zostało baaardzo nadwyrężone, delikatnie mówiąc.
Chciałam więc spróbować umówić się na wizytę i zobaczyć, co z tego wyniknie.
Na wizytę umówiła mnie wtedy babcia, no i 9 września pojechaliśmy do Warszawy.
Wtedy ledwie żyłam i, powiem szczerze, że obawiałam się tej wizyty, bo nie wiedziałam, co mnie czeka. Teoretycznie oczywiście wiedziałam, bo wszystko miałam obczytane, ale w praktyce, jeśli człowiek ma do czynienia z ,nowościami", to się ich po prostu boi.
Poza tym bałam się też, czy nie będą to wydane pieniądze na marne, czy w ogóle tam mi pomogą.
Trafiłam jednak na bardzo fajną panią, która, oczywiście zrobiła mi wspomniane wyżej badanie i wszystko dokładnie wytłumaczyła, co dalej.
Sama wizyta trwała 45 min. łącznie z badaniem, konsultacją.
W badaniu wyszło mi wiele obciążeń, m.in. dużo metali ciężkich, pasożyty, duża alergia, nietolerancja glutenu i kazeiny, dużo grzybów w jelitach - wszystko, co możliwe.
W tym miejscu pragnę wytłumaczyć sceptykom, którzy uważają, że wszystkim to wychodzi, że, oczywiście, jest to prawda, bo my przecież jesteśmy wszyscy narażeni na różnego rodzaju toksyny i nie jest to dla nas niestety obojętne, ale różni ludzie, w różnym czasie i z różnym nasileniem, reagują na tego rodzaju obciążenia, więc trudno powiedzieć, u kogo i kiedy i jaką chorobę one spowodują i, w jakim czasie to się stanie.
Trzeba brać też pod uwagę indywidualne predyspozycje każdego człowieka do określonych chorób, każdy ma indywidualny próg wrażliwości na dane obciążenia.
Nasze organizmy do pewnego momentu rekompensują sobie nasze błędy i obojętnie, czy to są toksyny, czy zła dieta, czy cokolwiek innego.
Przecież organizm musi za wszelką cenę utrzymać nas przy życiu, on nigdy nie działa przeciwko nam.
Wracając zaś do wizyty, to, oczywiście musiałam wykluczyć gluten, mleko i cukier ze swojej diety i dostałam też różne suplementy m.in. sok z aloesu i już nie pamiętam, co jeszcze.
Wiem tylko, że były to też jakieś witaminy, aaaa i jeszcze młody jęczmień.
Niestety ta wizyta wtedy nie wystarczyła i trzeba było dalej drążyć temat, ale o tym później napiszę w kolejnych wpisach.
Dostałam też zalecenia, żeby jeść orzechy, a na zaparcia, które wtedy miałam, miałam zalecone zmielony słonecznik wraz z siemieniem lnianym, ale tego potem nie tolerowałam.
Pod koniec wspomnianej wizyty pani dała mi swój telefon, żeby, w razie czego, dzwonić do niej, z czego potem skorzystałam.
Z perspektywy czasu wiem, że ten aparat był bardzo prymitywny i pokazywał ogólnie obciążenia, a nie to, jaki konkretnie jest problem i gdzie jest umiejscowiony.
Nawiasem mówiąc, to ta pani była zdziwiona, że wyszły mi wszystkie obciążenia, jakie były możliwe i, że tyle narządów nie funkcjonuje prawidłowo (właściwie wszystko było wtedy zaburzone).

Słyszałam niejednokrotnie o diagnostyce całego organizmu, czyli o biorezonansie, więc weszłam w Internet i zaczęłam czytać i szukać ośrodków, w których robiliby takie badania.
Pierwsze, co mi wyskoczyło w googlach, było centrum diagnostyki organizmu Revitum w Warszawie.
Oczywiście wszystko sobie poczytałam o tej metodzie, łącznie z opiniami, do których podeszłam wtedy (a był to rok 2014), bardzo sceptycznie, bo przecież każda taka firma będzie dążyła do tego, żeby określić siebie w samych superlatywach, ale nie miałam nic do stracenia, bo już i tak moje zdrowie zostało baaardzo nadwyrężone, delikatnie mówiąc.
Chciałam więc spróbować umówić się na wizytę i zobaczyć, co z tego wyniknie.
Na wizytę umówiła mnie wtedy babcia, no i 9 września pojechaliśmy do Warszawy.
Wtedy ledwie żyłam i, powiem szczerze, że obawiałam się tej wizyty, bo nie wiedziałam, co mnie czeka. Teoretycznie oczywiście wiedziałam, bo wszystko miałam obczytane, ale w praktyce, jeśli człowiek ma do czynienia z ,nowościami", to się ich po prostu boi.
Poza tym bałam się też, czy nie będą to wydane pieniądze na marne, czy w ogóle tam mi pomogą.
Trafiłam jednak na bardzo fajną panią, która, oczywiście zrobiła mi wspomniane wyżej badanie i wszystko dokładnie wytłumaczyła, co dalej.
Sama wizyta trwała 45 min. łącznie z badaniem, konsultacją.
W badaniu wyszło mi wiele obciążeń, m.in. dużo metali ciężkich, pasożyty, duża alergia, nietolerancja glutenu i kazeiny, dużo grzybów w jelitach - wszystko, co możliwe.
W tym miejscu pragnę wytłumaczyć sceptykom, którzy uważają, że wszystkim to wychodzi, że, oczywiście, jest to prawda, bo my przecież jesteśmy wszyscy narażeni na różnego rodzaju toksyny i nie jest to dla nas niestety obojętne, ale różni ludzie, w różnym czasie i z różnym nasileniem, reagują na tego rodzaju obciążenia, więc trudno powiedzieć, u kogo i kiedy i jaką chorobę one spowodują i, w jakim czasie to się stanie.
Trzeba brać też pod uwagę indywidualne predyspozycje każdego człowieka do określonych chorób, każdy ma indywidualny próg wrażliwości na dane obciążenia.
Nasze organizmy do pewnego momentu rekompensują sobie nasze błędy i obojętnie, czy to są toksyny, czy zła dieta, czy cokolwiek innego.
Przecież organizm musi za wszelką cenę utrzymać nas przy życiu, on nigdy nie działa przeciwko nam.
Wracając zaś do wizyty, to, oczywiście musiałam wykluczyć gluten, mleko i cukier ze swojej diety i dostałam też różne suplementy m.in. sok z aloesu i już nie pamiętam, co jeszcze.
Wiem tylko, że były to też jakieś witaminy, aaaa i jeszcze młody jęczmień.
Niestety ta wizyta wtedy nie wystarczyła i trzeba było dalej drążyć temat, ale o tym później napiszę w kolejnych wpisach.
Dostałam też zalecenia, żeby jeść orzechy, a na zaparcia, które wtedy miałam, miałam zalecone zmielony słonecznik wraz z siemieniem lnianym, ale tego potem nie tolerowałam.
Pod koniec wspomnianej wizyty pani dała mi swój telefon, żeby, w razie czego, dzwonić do niej, z czego potem skorzystałam.
Z perspektywy czasu wiem, że ten aparat był bardzo prymitywny i pokazywał ogólnie obciążenia, a nie to, jaki konkretnie jest problem i gdzie jest umiejscowiony.
Nawiasem mówiąc, to ta pani była zdziwiona, że wyszły mi wszystkie obciążenia, jakie były możliwe i, że tyle narządów nie funkcjonuje prawidłowo (właściwie wszystko było wtedy zaburzone).
I na tym na razie kończę, a potem napiszę, jak dalej wyglądała sytuacja z dietą i z moim dalszym samopoczuciem, bo wcale nie było tak prosto i nadal nie jest, ale o tym napiszę dalej. Nie chcę zanadto wyprzedzać faktów, bo chcę nadać trochę pikanterii mojej relacji :D.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków