• Wpisów: 534
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis: 67 dni temu, 20:27
  • Licznik odwiedzin: 13 478 / 2865 dni
 
pajabier4444
 
Oczywiście potem nie obyło się bez przeszkód - chudłam i przybywałam na wadze na przemian, były okresy, że czułam się wyczerpana. Źle też reagowałam na wszystkie pokarmy, które jadłam (zgagi, bóle brzucha, zaparcia).
w tym czasie tak, jak mówiłam, trochę ratowały mnie kroplówki. Po nich też przechodziły mi dolegliwości gastryczne.
Doszłam do wniosku, że mogę reagować źle na chemię w pożywieniu i zaczęłam szukać metod, oczyszczania żywności z pestycydów.
Najlepszą z nich wydawał mi się ozonator, więc kupiłam go na allegro i to, jak się później okazało, pozwoliło mi przetrwać te najgorsze chwile, bo, rzeczywiście okazało się, że reagowałam źle na chemię, bo po ozonowaniu jedzenia było trochę lepiej, ale nie poprawiło się na tyle, żebym mogła funkcjonować.
Cały czas szukałam w internecie różnych, naturalnych metod leczenia.
Nie wiem, jak to się stało, że trafiłam na metodę detoksykacji doktora Jonasza i preparaty Joalis.
Ściągnęłam sobie książkę z internetu o tej metodzie i zaczęłam czytać o tej metodzie - o zatruciach konkretnych obiegów czynnościowych organizmu, o ogniskach bakteryjnych, wirusowych, grzybiczych, emocjonalnych i toksycznych substancjach chemicznych, które nas zatruwają i powodują zaburzenia nietylko na poziomie fizycznym, ale i emocjonalnym w zależności, w jakim obiegu czynnościowym narządów się znajdują.
Bardzo mnie to wtedy zainteresowało, bo to było nieco inne myślenie niż to, z którym się do tej pory zetknęłam.
Jednak dopiero dzisiaj w pełni rozumiem, o co tutaj chodzi.
Powiem tyle, że, jak czytałam tą książkę, to wydawało mi się, że mam wszystkie możliwe toksyny i to w całym organizmie, ale zaraz potem pomyślałam sobie, że to przecież niemożliwe.
Dziś jednak wiem, że to jest prawda, ale dopiero od niedawna mam tę świadomość.
Znalazłam więc numer do Gdańska, gdzie tą metodą leczono, porozmawiałam o tym z mamą i z babcią i potem, chyba w lipcu, pojechaliśmy tam na wizytę.
Nie było problemu, bo mam rodzinę w Gdańsku.
Wtedy, kiedy miałam wizytę, był 2015 rok.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków