• Wpisów: 534
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis: 67 dni temu, 20:27
  • Licznik odwiedzin: 13 478 / 2864 dni
 
pajabier4444
 
Poszło mi wtedy bardzo dobrze, ale, co wcześniej się nadenerwowałam...
Powód był jeden - źle się czułam, a to jest zawsze taka złośliwość losu, że człowiek akurat wtedy się źle czuje, jak ma coś zrobić.
Ostatnie lekcje u profesora Mizery (zdecydowałam się wymienić jego nazwisko, bo, jak wsadzę filmik z dyplomu, to tam będzie ono wspomniane), były nie za bardzo udane.
Sam profesor chyba się też denerwował, bo w dniu koncertu powiedział, że chyba nie przyjedzie, bo go bardzo boli głowa.
Przyjechał w rezultacie, bo łyknął 2 ibupromy i mu przeszło.
Przed dyplomem pan profesor zasugerował, że, jeśli jest taka możliwość,to żebym sobie poćwiczyła na tym fortepianie, na którym grałam, co zresztą zrobiłam.
Denerwowałam się też dlatego, że na koncert mieli przyjść moi znajomi, a właśnie wśród znajomych człowiek najbardziej boi się skompromitować.
Już lepiej byłoby obcym grać.
Nadszedł dzień koncertu.
Pamiętam, że rano zjadłam gofry z dżemem i wypiłan kawę doktora Jacobsa, bo wtedy wiedziałam, że, jak zjem coś ,cięższego", to mi może granie nie pójść (właśnie przed egzaminem z form bardzo dużo zjadłam i to był powód złego myślenia i złej oceny).
Mama chciała zabrać mnie do fryzjera, ale odstąpiła od tego zamiaru, bo babcia wsiadła na nią, że zgłupiała, żeby mnie jeszcze ciągać po fryzjerach i denerwować. Miała rację.
Nadeszła godzina koncertu - 17.00.
Byłam zdenerwowana, ale skupiona.
Myślałam tylko o tym pięknym fortepianie, na którym gram, bo on naprawdę miał przepiękny dźwięk.
Grałam następujący program:
1. Preludium i fugę C-mol Johana Sebastiana Bacha ze zbioru das Voltemperierte Clavier z tomu 1.
2. Etiudę F-mol F. Chopina bez opusu.
3. Etiudę G-mol Maurycego Moszkowskiego.
4. Sonatę C-mol patetyczną Beethovena - 2. i 3. część.
5. Deszczowe preludium F. Chopina
6. Arabeskę E-dur Claude Debussy'ego.
Koncert trwał prawie godzinę.
Najbardziej bałam się etiudy Moszkowskiego i po niej zrobiłam przerwę, bo poczułam się zmęczona.
Miałam taką możliwość. Nawet profesor przed koncertem mi powiedział, żebym wstała, jeśli będę chciała przerwać grę.
Poczułam wielką ulgę, gdy skończyłam, ale, niestety, ,nie wiedziałam, jak się nazywam".
Jak ludzie mi gratulowali, to byłam, jak półprzytomna, nawet to do mnie nie docierało.
Chciałam iść do domu.
Dopiero na drugi dzień doszło do mnie, że zdałam i to bardzo dobrze.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków